Wiecie co? Nigdy bym nie pomyślał, że dożyję czasów, w których na polskich ulicach częściej zobaczę logo Dacii niż Renault. Tak, dobrze czytacie: Dacia — ta sama, którą jeszcze kilka lat temu wyśmiewano za design i plastiki twardsze niż życie w ZUS-ie — sprzedała w Polsce więcej aut niż Renault. I to nie jest żaden clickbait czy fantazja z forum o motoryzacyjnych teoriach spiskowych. To są suche liczby z rejestracji w 2025 roku: 22 420 nowych Dacii kontra 22 220 Renault. Różnica niby żadna, dwieście sztuk, ale — jak się mawia na giełdzie — trend is your friend.


Skąd ten zwrot? Bo tanio już nie znaczy obciachowo

Pamiętam jeszcze czasy, gdy Sandero wyglądało jakby projektantowi ktoś kazał oszczędzać nawet na ołówku. Teraz? No sorry, ale najnowsze Sandero to nie jest już auto dla tych, co kupują samochód tylko dlatego, że mają szwagra mechanika. To po prostu kawał normalnego auta. I wiecie co? W lipcu Sandero stało się najlepiej sprzedającym się samochodem osobowym w całej Europie! (Jak podaje Auto Świat — i tu szczena opada). Sprzedali ich wtedy ponad 21 tysięcy sztuk, bijąc na głowę Renault Clio (14 tys.). Przypadek? Nie sądzę.

Ale wróćmy do Polski. Według moto.pl i autokult.pl — dwa portale, które lubię cytować bo nie ściemniają — Dacia wyprzedziła Renault zarówno ogólnie (22 420 do 22 220), jak i wśród klientów indywidualnych (piąte miejsce dla Dacii!). Oczywiście zaraz znajdzie się ktoś mądry i powie: „No dobra Tomek, ale w czerwcu to Renault było wyżej”. Tak było! Czerwiec rzeczywiście należał do nich (2790 Renault kontra 2096 Dacii), ale patrząc na cały rok – sorry chłopaki z Francji – macie problem.


Dlaczego Polacy rzucili się na Dacię?

To jest pytanie za milion punktów. Odpowiedź jest prosta jak konstrukcja Bigstera: cena. Ale też nie tylko cena. Ludzie dojrzeli do tego, że nie muszą płacić za bajery typu masaż pleców albo ledowe listwy ambientowe rodem z klubu nocnego w Berlinie. Chcą po prostu jeździć czymś nowym i bezpiecznym (a Sandero czy Duster już naprawdę dają radę). Poza tym — szczerze? Kto dziś chce ryzykować używanym Passatem po Niemcu? Nie wiem jak Wy, ale ja mam już dosyć opowieści o „dziadku co tylko do kościoła jeździł”.

I teraz najlepsze: Dacia urosła w Polsce aż o 12% rok do roku. A Renault? Też zanotowało wzrost (+2,6%), ale przy takim tempie dogonią swoich rumuńskich kuzynów chyba dopiero wtedy gdy wrócą diesle bez filtrów cząstek stałych.


Dacia Bigster i spółka – kto tu rządzi?

Znam kilku właścicieli Dustera i wiecie co mówią? „Nie psuje się”. Tyle wystarczy przeciętnemu Kowalskiemu żeby wejść do salonu i zostawić tam swoje pieniądze. Bigster też robi robotę – duży SUV za rozsądne pieniądze to dziś prawdziwy biały kruk (nie mylić z Passatem Alltrackiem za pół miliona). A Sandero… cóż… patrząc na wyniki sprzedaży można śmiało powiedzieć: „to auto zrobiło robotę”.

Renault próbuje kontratakować Clio czy Capturem – jasne – ale jak ktoś może mieć nową Dacię taniej niż wypasionego używanego Megane GT Line od handlarza spod Radomia… Wybór staje się oczywisty.


Czy to powód do dumy czy raczej znak czasów?

Szczerze mówiąc sam nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać. Z jednej strony fajnie widzieć markę która przez lata była synonimem „byle było” a teraz rozdaje karty nawet we własnej rodzinie koncernu. Z drugiej – trochę smutno patrzeć jak Renault traci swój pazur i staje się cieniem samego siebie sprzed dekady.

Ale taka jest dzisiaj motoryzacja: liczy się pragmatyzm a nie logo na masce albo chromowane dodatki wokół szyb.


No dobra — pytanie do Was: kupilibyście dziś nowego Dustera zamiast Captura albo nową Sandero zamiast Clio? Bo patrząc na liczby z rejestracji chyba coraz więcej Polaków odpowiada „tak”. I wiecie co? Chyba ich rozumiem.