Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że Lidl montuje kamery na parkingu w Lęborku i rezygnuje z parkometrów, pomyślałem: no jasne, kolejny krok w stronę świata, w którym wszystko mierzą, liczą i zapisują. Jeszcze trochę i zapytają mnie przy kasie, ile czasu zużyłem na dobieranie pomidorów. Ale potem spojrzałem na to chłodniej — bo przecież nie od dziś wiadomo, że pod marketami dzieją się rzeczy dziwne. Zwłaszcza jeśli chodzi o parkowanie.
Kamery zamiast biletów — science fiction czy codzienność?
Klasyczne parkometry odchodzą do lamusa szybciej niż kasety VHS. Lidl postawił na system monitorowania oparty wyłącznie na kamerach — zero biletów, zero świstków za szybą. Przyjeżdżasz, kamera rejestruje twoją rejestrację przy wjeździe i wyjeździe. Cały czas postoju liczony jest co do sekundy. Takie cuda już działają w Lęborku — potwierdzają to dane z moto.pl.
Czy to wygodne? Pewnie dla tych, którzy wpadają po bułki i wyjeżdżają po 20 minutach — genialne rozwiązanie. Wreszcie koniec z szukaniem drobnych albo walką z parkomatem, który zawsze twierdził, że nie przyjmuje dwuzłotówek. Ale dla tych, którzy mają zwyczaj zostawiać auto pod Lidlem na pół dnia? Skończyły się żarty.
Limit czasu i kary — tu nie ma litości
Bezpłatne parkowanie trwa 90 minut. Niby sporo — ale czy naprawdę? Zależy dla kogo. Zrobisz zakupy, pogadasz przez telefon przy aucie i zanim się obejrzysz… kamera już wie wszystko. Przekroczysz limit? 150 zł za pierwszą dobę. 200 zł za drugą dobę. Maksymalnie aż 3500 zł — tak wynika z informacji moto.pl.
I teraz najciekawsze: wyjedziesz spod Lidla na chwilę (np. zawieźć dzieciaka do przedszkola), wrócisz przed upływem kwadransa… a system sumuje oba postoje jakby nic się nie stało! Nie ma przebacz dla „cwaniaków”, którzy myślą, że przechytrzą automat krótkim kółkiem po mieście.
Szczerze? Dla mnie te stawki są ostre jak brzytwa. Rozumiem motywację: rotacja miejsc parkingowych ma być większa, nikt nie chce widzieć samochodów stojących tygodniami pod marketem. Ale 3500 zł?! Za tyle można kupić sobie starego Golfa do jeżdżenia wyłącznie po bułki.
Lidl nie jest pierwszy — konkurencja już testuje podobne cuda
To nie jest tylko pomysł Lidla – podobny system działa już lub będzie działać m.in. pod Biedronką. Kamery mają pilnować porządku tam, gdzie zwykłe parkometry dawno poległy w walce z kreatywnością kierowców.
No właśnie – kierowcy są zachwyceni? Moim zdaniem raczej niekoniecznie… Coraz częściej słyszę głosy: „za wysokie kary”, „system łapie też niewinne osoby”, „co jeśli numer źle się odbije?” I wiecie co? Trochę im się nie dziwię – sam miałem sytuację pod innym marketem (nazwy nie wymienię), gdzie kamera odczytała moją tablicę jako coś zupełnie innego i dostałem wezwanie do zapłaty za cudze wykroczenie.
Z drugiej strony – parkingi pod sklepami to nie publiczne place zabaw dla aut bez właściciela przez pół dnia czy całą noc. I ktoś musi nad tym panować – tylko czy naprawdę aż tak surowo?
Koniec świstków za szybą – ale czy to zmiana na lepsze?
Pamiętam czasy, gdy wystarczyło wrzucić papierek za szybę lub pokazać pani ochroniarce bilet ze starym logo sklepu i temat był zamknięty. Teraz technologia rozwiązuje problem po swojemu: wszystko dzieje się automatycznie dzięki rozpoznawaniu tablic rejestracyjnych.
No dobrze – automatyzacja ma swoje zalety i pewnie część klientów szybko uzna ją za wygodną (szczególnie ci spieszący się rano do pracy). Ale co z resztą? Co z tymi starszymi ludźmi lub osobami bez doświadczenia technologicznego? Boję się trochę o tych wszystkich „nietechnicznych” dziadków i babcie – oni mogą nawet nie zauważyć nowej tabliczki informacyjnej albo uznać ją za kolejną reklamę proszku do prania.
Z drugiej strony – świat idzie do przodu i chyba musimy się powoli przyzwyczajać do tego typu rozwiązań pod każdym marketem spożywczym w Polsce.
Czy naprawdę tego potrzebujemy?
Moim zdaniem cała ta rewolucja parkingowa jest trochę efektem tego, że nikt inny wcześniej problemu parkowania porządnie nie rozwiązał. Teraz mamy systemy kamerowe prosto ze science fiction – ale pytanie brzmi: czy to ułatwi życie klientom sklepów czy raczej je utrudni?
Dla mnie odpowiedź jest prosta: zobaczymy dopiero wtedy, gdy system zacznie działać we wszystkich miastach Polski i pojawią się pierwsze historie o niesłusznych mandatach albo o tym jednym gościu, który zostawił samochód na tydzień bo zapomniał… A takie przypadki będą zawsze.