Były czasy, kiedy na parkingu Lidla największym wyzwaniem było znalezienie wolnego miejsca w sobotę rano. Dziś? Coraz częściej ktoś podjeżdża Teslą, a obok ładuje się Kia Niro z zieloną tablicą. I wiecie co? To już nie jest przypadek. Lidl właśnie postanowił zrobić ukłon w stronę kierowców – tych, którzy zamiast tankować za pięć dych, wolą podpiąć kabel i poczekać na darmową energię... No dobra, teraz już nie do końca darmową.
Nowa funkcja w aplikacji Lidl Plus — E-Mobilność
Od 5 marca 2025 roku aplikacja Lidl Plus przechodzi metamorfozę, na którą – szczerze mówiąc – czekałem już od jakiegoś czasu. Wchodzimy w temat elektromobilności na poważnie. Jak podaje motoryzacja.interia.pl, pojawia się usługa E-Mobilność. O co chodzi? Krótko: właściciele samochodów elektrycznych i hybryd plug-in dostają możliwość ładowania auta na stacjach przy sklepach Lidla przez apkę. Bez kombinowania z kartami RFID, bez szukania kodów QR po całym słupku.
I dobrze! Bo ile można było patrzeć, jak ludzie biegają z telefonem wokół ładowarki jak dzieciak z jajkiem na łyżce?
Jak to działa w praktyce?
Kilka prostych kroków – i to akurat muszę pochwalić. Najpierw aktywne konto Lidl Plus (kto jeszcze nie ma?), potem rejestrujesz kartę płatniczą w systemie Lidl Pay. Wybierasz stację ładowania przez aplikację, podpinasz auto i startujesz ładowanie jednym kliknięciem. Po zakończeniu – też przez apkę kończysz cały proces.
Wszystkie ładowania masz potem w historii konta. Dla mnie bomba – koniec ze zgadywaniem: „ile mi nabiło?” albo „gdzie ja to ostatnio ładowałem?”
Płatność — tu już nie ma taryfy ulgowej
Wiem, co pomyślą niektórzy: „Aha! Czyli koniec z darmowym prądem u Lidla!” I tak, niestety tak właśnie jest. Płatność odbywa się bezgotówkowo przez Lidl Pay. Przy każdym rozpoczęciu ładowania blokada środków na 100 zł – jak podaje next.gazeta.pl. Oczywiście finalna kwota zależy od tego ile prądu pobierzesz, niewykorzystane środki wracają do trzech dni roboczych.
Szczerze? Trochę szkoda tej darmowej energii, ale umówmy się: coś za coś. Infrastruktura kosztuje i pewnie lepiej zapłacić kilka złotych niż tłuc się po mieście szukając wolnego słupka z działającą aplikacją innego operatora.
Cieszy mnie jedno: czas ładowania NIE jest liczony do czasu parkowania pod sklepem. Czyli nikt was nie pogoni po 60 minutach spod Lidla tylko dlatego, że bateria jeszcze nie pełna.
Kolejna nowość — Scan&Go robi robotę
Elektryki to jedno, ale Lidl dorzuca coś jeszcze: funkcję Scan&Go w wybranych sklepach. Samodzielne skanowanie produktów i płatność bez kolejki do kasy? Proszę bardzo! Wchodzisz do sklepu z telefonem (i już pewnie kablem od auta pod pachą), wrzucasz rzeczy do koszyka, skanujesz i płacisz przez aplikację.
Dla mnie jako faceta żyjącego szybko (czasem za szybko) to strzał w dziesiątkę. Zakupy ogarniasz szybciej niż zdążysz nabić 10 kWh do baterii.
Lidl idzie za ciosem — czy reszta dogoni?
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia nowych słupków do ładowania pod marketem na moim osiedlu, pomyślałem: „No dobra, postawili dla picu”. Ale teraz widzę w tym sens – szczególnie jeśli coraz więcej ludzi będzie miało elektryki albo plug-iny (a patrząc na sprzedaż według PZPM – liczby rosną jak szalone).
Czy ta zmiana wystarczy żeby zatrzymać klientów przy Lidlu? Moim zdaniem – zdecydowanie tak. Jasne zasady płatności, wygoda obsługi przez jedną aplikację... Tylko te blokady po 100 zł trochę bolą ludzi o mniej zasobnych portfelach – ale da się to jakoś przełknąć.
No i pytanie do producentów aut oraz innych sieci handlowych: kiedy wy zaczniecie traktować kierowców elektryków poważnie?