308 kilometrów – tyle deklaruje Nissan dla wersji z baterią 40 kWh, jeśli wierzyć normom WLTP. Wersja z większym akumulatorem, 52 kWh, podbija ten wynik do 408 kilometrów. Nowy model, produkowany we francuskim Douai razem z Renault 5 E-Tech Electric, nie jest już po prostu sympatycznym hatchbackiem do miasta. To techniczny bliźniak jednego z najgorętszych debiutów sezonu według Auto Świat.

Czy to nadal Micra, którą znaliśmy?

Nie ma śladu po obłych kształtach poprzednich generacji. Zamiast tego – wyraźnie kanciaste linie nadwozia i przód wyciągnięty w stronę Micry sprzed dwóch dekad, co daje zupełnie nową tożsamość stylistyczną. Mimo że długość całego auta to mniej niż 4 metry (dokładniej: 3,99 m), sylwetka wydaje się bardziej masywna niż wskazują cyfry na papierze.

Wnętrze? Tu również trudno mówić o kontynuacji tradycji. Zestaw dwóch ekranów o przekątnej 10,1 cala każdy sprawia, że kabina przypomina raczej nowoczesne studio streamingowe niż klasyczny kokpit miejskiego samochodu. Jakość materiałów i ich spasowanie mają być zgodne z tym, co zobaczymy w siostrzanym Renault. Pozostaje pytanie: czy taka unifikacja nie zabije microwej oryginalności? Dla części klientów to będzie zaleta – obsługa systemu Google na wyższych wersjach wyposażenia (Advanced) rzeczywiście ułatwia życie w mieście.

Bagażnik liczy sobie równo 326 litrów — ani rekord w segmencie B EV (Renault oferuje tyle samo), ani powód do narzekań podczas codziennych zakupów lub weekendowego wypadu poza miasto.

Miasto czy autostrada? Odpowiedź leży w baterii

Dwie odmiany napędu – każda oparta na silniku elektrycznym zamkniętym pod maską. Słabsza wersja oferuje 90 kW (121 KM) przy masie własnej wynoszącej dokładnie 1 400 kg (dane Nissan UK). Mocniejsza ma już 110 kW (148 KM), ale równocześnie wagę zwiększoną do 1 524 kg; wszystko przez większy pakiet baterii i związany z nim zasięg sięgający nawet wspomnianych wcześniej ponad czterystu kilometrów.

Szybkie ładowanie DC pozwala uzupełnić energię od piętnastu do osiemdziesięciu procent w trzydzieści minut – wynik typowy dla tej klasy samochodów elektrycznych według Carscoops.com. Nie zabrakło również technologii Vehicle-to-Load; podłączona lodówka turystyczna czy laptop nie będą problemem dzięki funkcji V2L dostępnej już na starcie sprzedaży.

Ceny są agresywnie ustawione wobec europejskich konkurentów segmentu B EV – startują na poziomie £22 995 za podstawową wersję Engage w Wielkiej Brytanii oraz od okolicznego pułapu 133 900 zł za Evolve Plus w Polsce według oficjalnych danych importera.

Elektryczna codzienność bez przesady?

Wyposażenie bazowe obejmuje pompy ciepła zapewniające energooszczędność zimą oraz aluminiowe obręcze o średnicy osiemnastu cali — detal rzadko spotykany u rywali poniżej progu cenowego stu pięćdziesięciu tysięcy złotych. Wariant Advanced dokłada między innymi ładowanie indukcyjne smartfonów i czujniki parkowania oraz rozbudowany system infotainment oparty na ekosystemie Google’a — Auto Świat komentuje pozytywnie obecność tego rozwiązania już przy średnim poziomie wyposażenia.

Najwyższa specyfikacja Evolve idzie dalej: podgrzewane fotele przednie i kierownica stają się standardem. Pojawia się też e-Pedal — system umożliwiający jazdę jednym pedałem, znany dotąd głównie ze starszego Leaf’a Nissana. Dwukolorowe nadwozie? Jest obecne dla tych, którzy oczekują więcej niż tylko praktyczności od miejskiego auta elektrycznego.

Czy nowa generacja jest sposobem na zdobycie serca klientów szukających kompromisu między praktyką a technologicznym „efektem wow”? Raczej nie tu leży sens debiutu tego modelu — racjonalizacja codziennych potrzeb użytkownika decydowała o każdym wyborze projektantów i inżynierów AmpR-Small oraz całego koncernu Aliansu Renault-Nissan-Mitsubishi. To nie sportowy hot-hatch ani designerski gadżet premium — lecz bardzo konkretny produkt odpowiadający realiom europejskiego rynku EV końca dekady lat dwudziestych XXI wieku.

Według oficjalnych zapowiedzi pierwsze egzemplarze trafią do klientów jeszcze przed końcem roku kalendarzowego dwa tysiące dwadzieścia pięć; produkcja ruszy wcześniej razem z Renaultem piątej generacji we francuskim Douai. Nissan nie próbuje udawać rewolucjonisty tam, gdzie wystarczy solidna inżynieria i sprawdzone komponenty partnera technologicznego — a finalny efekt mierzyć trzeba właśnie dystansem pokonanym między ładowaniami oraz rzeczywistym kosztem zakupu podstawowej wersji Engage względem podobnych modeli konkurencji.

Zaczynaliśmy od twardej liczby WLTP – i właśnie ten dystans dzieli dziś nowe modele miejskich elektryków bardziej niż wszelkie slogany reklamowe czy sentymenty dotyczące dawnych generacji Micry. W tym segmencie chłodne dane przesądzają o wyborach konsumenta znacznie częściej niż logo marki na masce.