Wyobraź sobie: szare, wczesnowiosenne popołudnie w centrum Warszawy. Ulica Wilcza, tłum aut, a tu nagle — kątem oka łapiesz zarys czegoś znajomego. Niewielki hatchback, żółty jak karteczka samoprzylepna, z pionowymi lampami i sylwetką wyciętą jak z lat 70. Odruchowo łapiesz za telefon, żeby zrobić zdjęcie. Ale to nie pomyłka ani stary klasyk — to całkiem nowa odsłona „piątki”, która udowadnia, że można upchnąć XXI wiek do karoserii sprzed pół wieku i nadal wyglądać stylowo.
Kiedy retro nie znaczy przestarzałe
Spójrz na ten design: ściany boczne niemal pionowe, z tyłu mocno ścięty kufer i lampy jakby przeniesione wprost z katalogu Renault z 1972 roku. Detale? Jest nowoczesne logo marki (to samo od 2022 roku), ale całość trzyma fason starej szkoły francuskiego wzornictwa. Nic się tu nie rozlazło — proporcje są perfekcyjne dla miasta: długość 3,92 metra pozwala wepchnąć się w każdą lukę parkingową między hulajnogą a SUV-em rodziców idących na jogę.
Jednak żaden facet (ani kobieta) nie żyje samym wyglądem auta. Renault postanowiło zostawić karoserię nietkniętą — zero plastikowych offroadowych dodatków czy udziwnień rodem ze świata crossoverów — za to pod maskę upchnęli wszystko co najlepsze ze świata EV.
Czy da się upchnąć przyszłość w sylwetce sprzed pięćdziesięciu lat?
Pogadajmy konkretnie: napęd elektryczny dostępny jest tu w dwóch wariantach: albo spokojniejsze 120 KM (88 kW) i moment obrotowy 225 Nm, albo wersja "ale czemu by nie" – 150 KM (110 kW) oraz solidne 245 Nm. W praktyce? Według testów Auto Świat przyspieszenie do setki to przyjemne 8,1 sekundy dla mocniejszej wersji; jeśli wybierzesz spokojniejsze życie – dostajesz wynik poniżej dziesięciu sekund. I tak będziesz szybszy niż połowa starszych golfów na światłach pod Pałacem Kultury.
No dobrze — trochę cyferek już było. Przejdźmy więc do sedna tej zabawy w stare-nowe auto elektryczne. Wnętrze? Multimedialny system openR z usługami Google na pokładzie (Car and Driver pisze o nim jako jednym z najbardziej „user-friendly” rozwiązań na rynku), planer tras EV dla tych wiecznie zestresowanych brakiem ładowarki oraz sterowanie głosowe „Hej Reno”. Tak – możesz gadać ze swoim samochodem i on ci odpowie lepiej niż operator infolinii twojego banku.
Ktoś powie – taki design to tylko nostalgia dla boomersów? Cóż… patrząc po sprzedaży Renaulta w Europie w sezonie ’25 według Autocar.co.uk — młodzi też rzucają się na tę bryłę jak dzieciaki na TikToka.
Nie tylko styl – ceny mają sens!
Zanim ktoś powie „OK boomer”, warto spojrzeć na cennik – tutaj też jest ciekawie! Najtańszy wariant Evolution EV40 (120 KM) startuje od niespełna 121 tysięcy złotych; najdroższa edycja specjalna Roland Garros wyceniona została na dokładnie tyle co małe mieszkanie pod Radomiem — czyli równo 157 900 złotych. Ale! Pamiętajcie o dopłatach państwowych np. we Włoszech cena potrafi spaść nawet poniżej czterdziestu tysięcy złotych! Fiat może już patrzeć nerwowo przez ramię.
A jeśli jesteś fanem gadżetów? Jest ładowarka indukcyjna dla twojego telefonu (w końcu), a także systemy bezpieczeństwa prosto z katalogu premium – ABS, ESP i cały pakiet asystentów jazdy sprawiających, że nawet gdy zadzwoni mama podczas manewru zawracania, nie skończysz na słupku ogłoszeniowym przy Żabce.
Dziennikarze Auto Świat zgodnie twierdzą po testach – ten samochód prowadzi się płynnie i cicho nawet po warszawskich wertepach; zawieszenie nie straszy portfela przy pierwszym progu zwalniającym roku szkolnego.
I jeszcze jedno – wersja Iconic Cinq potrafi uraczyć cię detalami rodem ze świata haute couture motoryzacji; tapicerka inspirowana sportową modą i akcenty Roland Garros mogą sprawić ci dzień lepszym nawet wtedy gdy zgubisz bilet parkingowy pod Galerią Mokotów.
No dobra… A co dalej? Renault zapowiada więcej nowinek technologicznych ukrytych pod staromodnym płaszczykiem tej miejskiej ikony — ale jedno jest pewne: bryła ma pozostać święta niczym bagietka o poranku nad Sekwaną.
Pamiętasz tę scenkę spod początku artykułu? Teraz już wiem — kolejnym razem to ja będę tym gościem zza kierownicy żółtej „piątki”, który zatrzymuje ruch uliczny bez krzyku silnika V8 czy chromowanych felg wielkości wiadra po kapuście kiszonej. Po prostu wystarczy dobrze skrojona nostalgia okraszona technologią tak świeżą jak logo Renault na masce.