Kiedy pierwszy raz zobaczyłem cenę tej limuzyny, musiałem sprawdzić dwa razy, czy nie pomyliłem juanów z jenami. 52 000 zł za nowego sedana — i to w czasach, gdy u nas za tę kwotę kupuje się co najwyżej miejskiego golasa z manualem? No nie powiem, Geely zrobiło tu niezły zamęt. Galaxy A7 — bo tak nazywa się to auto — pojawił się właśnie w Chinach i już samą nazwą wywołuje lekki uśmiech na twarzy. Serio? „Galaxy”? To już nawet Audi przestaje być oryginalne przy tym, co wymyślają Chińczycy. A Samsung pewnie właśnie szykuje pozew.
130 km prądem, 2100 km bez tankowania – i co dalej?
Sercem tego auta jest hybryda z 1,5-litrowym silnikiem benzynowym wspieranym przez motor elektryczny. Tak, wiem – brzmi znajomo. Ale tutaj producent podaje konkrety: na samym prądzie da się przejechać do 130 km (przynajmniej według ich normy). Całkowity zasięg? Podobno nawet 2100 km na jednym baku i pełnej baterii. Brzmi kosmicznie — ale czy ktoś naprawdę tyle przejedzie bez postoju? No ale dobrze, papier wszystko przyjmie.
Średnie zużycie paliwa? 2 litry na setkę. Też bym chciał mieć takie wyniki w swoim aucie po mieście — niestety rzeczywistość bywa brutalna. Geely nie podało jeszcze dokładnej mocy systemu. Dziwne? Trochę tak, bo przecież każdy chce wiedzieć, ile koni siedzi pod maską jego limuzyny (no chyba że to ma być tajemnica jak skład Coli). Ale cóż, Chiny rządzą się swoimi prawami.
- Silnik: benzynowy 1.5 + elektryczny
- Zasięg elektryczny: do 130 km
- Całkowity zasięg: do 2100 km
- Średnie spalanie: ok. 2 l/100 km
- Cena w Chinach: ok. 52 000 zł
Nazwa jak z katalogu smartfonów – a wygląd?
Galaxy A7… No nie oszukujmy się, nazwa kojarzy się bardziej ze smartfonem niż z samochodem dla chińskiego menedżera średniego szczebla. W ogóle mam wrażenie, że ostatnio chińscy producenci robią konkurs na najbardziej absurdalne nazwy modeli (patrz BYD Seal albo Chery Tiggo). Ale zostawmy branding – skupmy się na tym, co naprawdę ważne.
Wyposażenie? Tutaj zaczyna się zabawa w kotka i myszkę — Geely nie zdradza szczegółów dla wersji bazowej za te magiczne „52 tysiące”. Nie wiadomo też nic o materiałach we wnętrzu ani o systemach bezpieczeństwa. Moim zdaniem można podejrzewać twarde plastiki i ekran rodem z taniego tableta… ale kto wie? Czas pokaże.
Dostępność tylko dla wybranych – czyli Europa może pomarzyć
I teraz najważniejsze: czy Galaxy A7 pojawi się u nas? Jak podaje Auto Świat (źródło), model jest dostępny wyłącznie w Chinach i raczej nie ma co liczyć na szybki debiut poza Azją. I wiecie co? Trochę szkoda — bo patrząc na polskie ceny nowych aut i to, co oferują budżetowe modele za dwukrotność tej kwoty… można tylko westchnąć.
Z drugiej strony rozumiem producenta – homologacja, normy emisji spalin w Europie… Szkoda nerwów.
Czy ten ruch namiesza poza Chinami?
Prawdę mówiąc – raczej nieprędko. Owszem, Galaxy A7 pokazuje jak bardzo zmienił się rynek motoryzacyjny przez ostatnią dekadę (jeszcze kilka lat temu taki samochód kosztowałby tu trzy razy więcej). Ale dopóki chińskie hybrydy pozostają za Wielkim Murem, możemy sobie tylko popatrzeć na zdjęcia i powzdychać do tanich limuzyn ze śmiesznymi nazwami.
Szczerze mówiąc – jeśli kiedyś takie auta trafią do Polski za połowę obecnych cen europejskich marek… dealerzy VW mogą mieć problem większy niż myśleli.