Wyobraźcie sobie: maj 2025, stoję na parkingu jednego z warszawskich centrów handlowych, patrzę na rząd świeżutkich elektryków. Wśród nich auta, których rok temu nawet nie widziałem na ulicy. Niby zwykły dzień, a jednak czuję, że coś się zmieniło — i to nie tylko przez to, że co chwilę ktoś podpina się do ładowarki, a kabel ładowania to już nie gadżet geeków, tylko codzienność. Szczerze? Jeszcze dwa lata temu myślałem, że elektromobilność w Polsce to trochę taki żart z opóźnionym zapłonem. Teraz — czy mi się to podoba czy nie — śmiech zamiera mi na ustach.
Hyundai Inster rozbija bank
Przyznam bez bicia: kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia Instera w sieci, pomyślałem — kolejny plastikowy wynalazek dla ludzi, którzy lubią mieć nowości „bo tak”. Ale potem przyszły dane sprzedaży i musiałem przełknąć dumę. Według e.autokult.pl w maju 2025 roku zarejestrowano w Polsce aż 149 egzemplarzy Instera. To nie jest liczba do śmiechu — Hyundai zaliczył wzrost sprzedaży elektryków o 890% rok do roku! Kto by pomyślał?
Technologicznie? Standard: systemy wspomagające kierowcę, multimedia jak z katalogu Apple’a i design całkiem „europejski”. Moim zdaniem Inster jest trochę za bardzo grzeczny jak na auto mające wywołać emocje… ale może właśnie tego chcą klienci? Pewne jest jedno: przestać ignorować Hyundaia po prostu się nie da.
Citroën e-C3 – lider rejestracji
Pamiętam czasy, gdy Citroën kojarzył mi się z tanimi autami dla flot albo dziwakami szukającymi hydropneumatyki. Dziś? e-C3 to najczęściej rejestrowany elektryk osobowy w Polsce od stycznia do lipca 2025 (378 sztuk według Auto Świat). To już nie nisza — to mainstream.
Miejski design. Do bólu praktyczny środek. Systemy asystujące i multimedia jakby żywcem wyjęte ze starszego brata C4. Szału nie ma? Może i tak. Ale widzę coraz więcej takich aut pod blokami i przed galeriami handlowymi. Najwyraźniej Polacy chcą jeździć elektrykami, które wyglądają normalnie i kosztują mniej niż mieszkanie w Warszawie.
BYD Dolphin Surf i reszta stawki
Zaskoczenie roku? Chiński BYD Dolphin Surf na trzecim miejscu najczęściej rejestrowanych elektryków (203 sztuki od stycznia do lipca według Auto Świat). Kiedyś BYD był synonimem taniej chińszczyzny na Allegro — dziś patrzę na ten samochód i widzę auto lepsze niż niejeden europejski konkurent.
Dolphin Surf ma nowoczesny design (choć bez przesady), systemy wsparcia kierowcy działają sprawnie, a multimedia są szybkie jak błyskawica po burzy pod Radomiem. Niektórzy narzekają na jakość plastiku — no cóż, za te pieniądze cudów bym się nie spodziewał.
Kto jeszcze rzuca się w oczy? MINI Cooper Electric — klasyka z nowym sercem (165 rejestracji), Leapmotor T03 (148 sztuk) oraz Kia EV6 (124 auta w samym styczniu). Każdy inny styl jazdy, każdy inny klient docelowy… ale jedno ich łączy: technologie wsparcia kierowcy są już standardem nawet w tych tańszych modelach.
Tesla Model Y – czy to już koniec dominacji?
Pytanie za sto punktów: Tesla dalej rządzi polskim rynkiem czy zaczyna oddawać pole? W maju 2025 roku Tesla miała 267 rejestracji nowych aut elektrycznych według e.autokult.pl — drugie miejsce po Hyundaiu! Jeszcze niedawno wszyscy gapili się tylko na Tesle jak dzieciaki na nowego smartfona; dziś wybór jest naprawdę szeroki.
Model Y ciągle robi robotę: minimalistyczny design (albo nudny – zależy kogo spytać), świetna integracja systemów wspomagających kierowcę i najlepsza aplikacja mobilna na rynku. Ale… coraz częściej słyszę głosy rozczarowania dostępnością serwisu oraz tym nieszczęsnym czekaniem na części zamienne po stłuczce pod Żyrardowem.
Kto goni peleton?
Czy ktoś jeszcze potrafi zagrozić Tesli i Korei? Owszem! Październikowe wyniki sprzedaży mówią jasno: Škoda Elroq (11 461 sztuk) oraz Renault 5 E-Tech (9 590 egzemplarzy) biją rekordy w Europie – dane e.autokult.pl mówią same za siebie. Volkswagen ID.4 też trzyma poziom (7 039 sprzedanych aut).
Elroq – nowoczesna linia karoserii plus technologie znane już z Enyaqa; Renault 5 E-Tech – sentyment plus praktyka; ID.4 – niemiecka precyzja i zero ekstrawagancji (i dobrze!). Wszystkie te auta mają jedno wspólne: są przewidywalne do bólu… ale wiecie co? Czasami przewidywalność jest dokładnie tym, czego potrzebuje klient masowy.
I co dalej z tą całą elektromobilnością?
Siedząc ostatnio ze znajomymi przy piwie padło pytanie: „No dobra Tomek, ale serio kupiłbyś dzisiaj nowe auto elektryczne?” I szczerze wam powiem — coraz mniej mam argumentów przeciwko. Ceny nadal wysokie jak czynsze we Wrocławiu; publiczne ładowarki stoją głównie przy autostradach albo galeriach („bo państwo dopłaca”); sieć ładowania rośnie wolniej niż włosy u trzydziestolatka po chemioterapii… Ale liczby pokazują trend.
Ludzie kupują te auta mimo wszystko – bo chcą być „eko”, bo moda taka przyszła albo po prostu dlatego, że mają już dosyć tankowania za pół pensji miesięcznie przy obecnych cenach benzyny.
Ale czy ten boom potrwa dłużej niż kilka sezonów? Czy będzie nas stać wymieniać akumulatory za kilkadziesiąt tysięcy złotych po gwarancji producenta? No właśnie… Na razie patrzę z ciekawością większą niż strachem o przyszłość motoryzacji w Polsce. Przynajmniej coś się dzieje!