Pamiętam, jak jeszcze rok temu wszyscy wieszczyli koniec mocnych Jeepów. Wersja Final Edition Rubicona 392 miała być łabędzim śpiewem. "To już ostatni taki Wrangler" — mówili. A potem Stellantis zrobił dokładnie to, co lubi najbardziej: najpierw postraszył, potem wrzucił do oferty z powrotem 6,4-litrowego V8 Hemi. Bo ludzie chcą V8. I wiecie co? Wcale im się nie dziwię.
Rubicon 392 — amerykańska odpowiedź na elektryfikację
Rynek SUV-ów robi się coraz bardziej przewidywalny: hybrydy, 4xe, coraz więcej ekranów, coraz mniej hałasu spod maski. Jeep przez chwilę szedł tą samą drogą — aż tu nagle wraca Rubicon 392 z Hemi pod maską i 470 końmi do dyspozycji. Według Motor1.com, decyzja o powrocie tego modelu zapadła po "dużym zainteresowaniu ze strony entuzjastów marki". No jasne. Takie rzeczy kupuje się sercem, a nie kalkulatorem spalania.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem dane techniczne nowego-starego Wranglera z V8 w środku, pomyślałem sobie: ten świat jednak jeszcze całkiem nie zwariował.
- Silnik: 6,4-litrowy V8 Hemi
- Moc: 470 KM
- Moment obrotowy: 637 Nm
- 0-100 km/h: 4,5 sekundy
- Ćwierć mili: 13 sekund
Takie liczby w aucie terenowym? To już nie jest tylko zabawka na weekendowe wypady za miasto. To jest sprzęt dla tych, którym brakuje odrobiny rozsądku i mają ochotę rozkręcić każdą imprezę pod sklepem budowlanym.
Cena? Może lepiej nie pytać
No dobra — zachwyt zachwytem, ale popatrzmy na cennik. Wersja Final Edition z 2024 roku kosztowała w Stanach ponad 101 tysięcy dolarów (dokładnie 101 890 USD). I rozeszła się na pniu — do USA trafiło aż 3 300 sztuk z puli liczącej zaledwie 3 700 egzemplarzy (reszta poszła głównie do Kanady i trochę na świat). Czy to dużo? Cóż... To jest cena za kawałek motoryzacyjnej historii i ostatniego Mohikanina tej klasy.
Ale czy ktoś naprawdę tego potrzebuje? Szczerze mówiąc — patrząc na kolejki chętnych na Final Edition i powrót modelu w gamie na sezon '25... najwyraźniej tak.
Xtreme pakiet i automatyczny skręt producenta
Ktoś w Jeepie doszedł do wniosku, że skoro już wracamy z Rubiconem 392, to trzeba dorzucić coś ekstra. Pakiet Xtreme 35 Tire Package stał się standardem — czyli mamy tu fabryczne beadlocki na siedemnastkach i opony o średnicy aż trzydziestu pięciu cali. Terenowa broń masowego rażenia prosto z salonu.
I tu ciekawostka: jeszcze niedawno producent ogłaszał koniec automatycznej skrzyni biegów dla wersji V6, zostawiając tylko manuala. Fani podnieśli larum i... automat wrócił szybciej niż wyjechał. Można? Można! Czasami ktoś tam jednak słucha klientów zamiast Excela.
V8 kontra cała reszta świata
Znam kilku właścicieli starszych Wranglerów Rubicon — wszyscy mówią jedno: "Ten samochód daje radość." Nowy-stary Rubicon z Hemi pod maską to trochę inne doświadczenie niż plug-in hybryda czy benzynowy dwulitrowiec turbo (które dalej są dostępne). Nie ma drugiego takiego auta w tej klasie — nikt już nie montuje wolnossących V8 do seryjnych terenówek poza Jeepem. Bob Broderdorf (szef Jeepa) powiedział dla The Drive jasno: "Po przejechaniu szlaku Rubicon jasne jest, jak bardzo ludzie kochają ryk silnika 392." No właśnie!
Pewnie zaraz ktoś powie o ekologii albo podatkach od CO2... Ale czy ktoś naprawdę kupuje Wranglera Rubicon po to, żeby liczyć gramy spalin?
Czy to już ostatni taki Wrangler?
Mam nadzieję, że nie. Ale patrząc na tempo elektryfikacji rynku i naciski ze strony Unii Europejskiej oraz EPA za oceanem... kto wie ile jeszcze sezonów pożyjemy sobie z wolnossącym Hemi pod maską Wranglera?
Póki co wiadomo jedno: Jeep posłuchał fanów i dał im dokładnie to, czego chcieli — czysty amerykański muscle car przerobiony na terenowego potwora. Moim zdaniem dobrze zrobił.