Kiedy pierwszy raz zobaczyłem liczby dotyczące nowego Cayenne Turbo Electric, przez chwilę byłem pewien, że to żart. 1156 KM? 1500 Nm momentu? SUV, który wciąga setkę w 2,5 sekundy? Przecież jeszcze dekadę temu Porsche 918 Spyder – hybrydowy potwór za grube miliony – miał podobne wartości. Teraz to wszystko dostajemy w wielkim, luksusowym Cayenne na prąd. Absurdalnie szybkie? To mało powiedziane.
1156 KM w SUV-ie — świat stanął na głowie
Wiem, że Porsche od lat bawi się w przesuwanie granic. Ale to, co zrobili z Cayenne Turbo Electric, wykracza poza zdrowy rozsądek. Z danych opublikowanych przez Christophorus Porsche wynika jasno: 850 kW mocy i 1500 Nm pod prawą stopą. To nie są liczby z katalogu supersamochodów – to specyfikacja rodzinnego SUV-a ważącego prawie 2,7 tony.
0–100 km/h w 2,5 s. Poniższe wartości nie pojawiły się przez pomyłkę, naprawdę dotyczą tego samochodu. Do 200 km/h ten kolos rozpędza się w 7,4 sekundy. Prędkość maksymalna: 260 km/h. Właściciele GT3 mogą poczuć się nieswojo na światłach. Osiągi wielkiego i luksusowego SUV-a są porównywalne z Porsche 918 Spyder, czyli supersamochodem sprzed kilkunastu lat.
Bateria jak elektrownia i zasięg jak w dieslu
Porsche nie żartuje również z baterią: akumulator ma aż 113 kWh pojemności netto. Według oficjalnych danych WLTP przejedzie na jednym ładowaniu od 565 do nawet 642 km – i szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem takiego wyniku przy tej masie (2645 kg na pusto). Ładowanie? Nawet tu nie ma kompromisów — moc dobijająca do 400 kW pozwala nabić baterię do 80% w szesnaście minut. Da się jakoś przełknąć.
I wiecie co jeszcze? Możliwość ładowania bezprzewodowego — Porsche idzie tu krok dalej niż konkurencja i pokazuje reszcie rynku środkowy palec (oczywiście elegancko, po niemiecku).
Technologia dla tych, którzy chcą mieć wszystko
Wyposażenie? Tu naprawdę trudno znaleźć coś do narzekania – chociaż wiadomo, że Porsche każdą opcję wyceni osobno i tanio nie będzie nigdy. Na pokładzie znajdziemy praktycznie wszystko: zakrzywiony ekran o przekątnej 12,6 cala (Porsche Communication Management), Apple CarPlay (w końcu!), ładowarkę indukcyjną do telefonu i system audio Bose albo za dopłatą Burmester z dźwiękiem przestrzennym.
Jest też adaptacyjny tempomat PDCC Sport (działa lepiej niż większość systemów konkurencji), asystent pasa ruchu (już przestałem go wyłączać), kamery dookoła auta oraz noktowizor dla tych, którzy jeżdżą nocą po Mazurach i boją się sarenek wybiegających na drogę.
Fotele skórzane i wentylowane oczywiście są — podobnie jak podgrzewana kierownica (kto tego raz spróbował zimą ten wie). Adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne robi robotę przy tej masie — bez niego taki SUV po prostu nie miałby prawa istnieć.
Design – klasyka spotyka przyszłość
Cayenne Electric nie próbuje udawać Tesli ani żadnej innej chińskiej nowości. Niska maska z płaskimi reflektorami LED Matrix robi genialne pierwsze wrażenie — agresja wymieszana z elegancją typową dla marki ze Stuttgartu-Zuffenhausen. Błotniki wyraźnie napompowane jak u rasowego sportowca; linia dachu opada ku tyłowi tak płynnie, że auto wydaje się niższe niż jest w rzeczywistości.
Cx tylko 0,25 – przy takich gabarytach brzmi to trochę jak science fiction. Ale widząc te czasy przyspieszeń nie dziwię się już niczemu.
- Długość: 4985 mm
- Szerokość: 1980 mm
- Wysokość: od 1675 do 1735 mm
- Bagażnik: od 745 do aż 1554 litrów
- Masa własna: dokładnie tyle ile półtorej Mazdy MX-5 – czyli równe (!) 2645 kg
Cena? Tylko dla najodważniejszych portfeli
- Cena wersji standardowej startuje od równowartości okolic tysiąca euro miesięcznie (911 €/miesiąc) — jak ktoś lubi leasingi.
- Cayenne Turbo Electric kosztuje minimum 130 900 funtów brytyjskich według oficjalnych danych producenta (czyli mniej więcej 163 tysiące dolarów). I tyle wystarczy tylko na bazę… O opcjach nawet nie zaczynam pisać.
Szczerze? Za takie osiągi i tak absurdalny poziom technologii ta cena przestaje dziwić — przynajmniej dopóki ktoś inny nie zrobi tego lepiej albo taniej.
Porsche Cayenne Electric Turbo – czy świat już oszalał?
Znam kilku właścicieli poprzednich generacji Cayenne Turbo S E-Hybrid i oni zgodnie twierdzą jedno: „Po tym aucie nic już cię nie rusza”. Teraz Porsche idzie dalej i buduje elektrycznego giganta o osiągach lepszych niż supersamochody sprzed dekady… a wszystko to zapakowane we wnętrze ze skórzaną kanapą i systemem audio za cenę kawalerki pod Warszawą.
Ale czy ktoś naprawdę potrzebuje SUV-a o mocy ponad tysiąca koni mechanicznych? Moim zdaniem nikt tego NIE potrzebuje… ale wszyscy chcieliby choć raz przejechać się takim potworem. Ja na pewno zamierzam spróbować – choćby po to by usłyszeć ten sztuczny dźwięk silnika spalinowego generowany przez głośniki rekuperacyjnie podczas ostrego hamowania przed rondem pod Piasecznem.