W 2025 roku producenci aut mają obsesję na punkcie elektryków, ale Fiat postanowił przypomnieć wszystkim, że czasem wystarczy prosta recepta: małe, tanie i spalinowe. Szczerze? Brzmi jak przepis na sukces w Polsce, gdzie ludzie chcą po prostu dojechać do pracy i nie zbankrutować na raty za auto. Panda z silnikiem 1.0 Hybrid pojawiła się cicho, bez fanfar i wielkich premier. I wiecie co? To właśnie ona może być największym hitem — bo daje to, czego naprawdę potrzeba.
Silnik 1.0 — wraca stare, które działa
Pamiętam, jak kiedyś Fiat Panda był synonimem prostoty: zero bajerów, zero prestiżu — tylko cztery koła i kierownica. Teraz Panda w wersji Pandina POP startuje od 63 600 zł według motonews.pl. I tak, to wciąż jeden z najtańszych biletów do segmentu B. Silnik? FireFly 1.0 o mocy 70 KM wspomagany przez mild hybrid. Brzmi skromnie? Pewnie tak — szczególnie jak się patrzy na te wszystkie nowoczesne wynalazki z turbo i dwoma litrami pod maską... Ale Panda nie musi nikomu imponować osiągami.
70 KM przy 6000 obr./min., moment obrotowy 92 Nm przy 3500 obr./min., manualna skrzynia sześciobiegowa — to nie jest auto do ścigania się spod świateł (0-100 km/h w prawie 14 sekund robi swoje). Ale w mieście liczy się co innego: zwrotność, łatwość parkowania (3,69 metra długości!) i spalanie na poziomie 5 litrów według WLTP. Moim zdaniem tego typu auto właśnie teraz ma największy sens.
Cena bez pudru — czy ktoś przebije Fiata?
Fiat zrobił krok, na który czekało wielu kierowców w Polsce: wrzucił tanią PANDĘ do salonów bez zbędnych bajerów w podstawie. Pandina POP za nieco ponad sześćdziesiąt tysięcy ma wszystko co trzeba: klimatyzację manualną (bo kto jeszcze chce siedzieć latem we własnym sosie?), radio z DAB-em i Bluetooth (czyli da się posłuchać podcastu o starych BMW), tempomat oraz system utrzymania pasa ruchu – bo Unia każe.
Dla tych bardziej wymagających jest wersja ICON za 66 500 zł lub CROSS za równe siedemdziesiąt dziewięć tysięcy. Różnice? Wyższy prześwit (CROSS), trochę plastikowych nakładek – i już można udawać SUV-a pod Lidlem. Ale szczerze? Ja bym brał najtańszą odmianę i nie kombinował.
W porównaniu do Dacii Sandero Panda wypada bardzo uczciwie – cenowo idzie łeb w łeb, a jest krótsza o dobre kilkanaście centymetrów. Znam kilku właścicieli Sandero i wszyscy powtarzają jedno: parkuje się tym koszmarnie w ciasnych uliczkach Krakowa czy Warszawy. Panda tutaj wygrywa na starcie.
Wyposażenie miejskie – minimum stresu
Nie ma tu cudów techniki: zwykłe stalowe felgi z kołpakami (14 cali – czyli opona kosztuje mniej niż kolacja dla dwóch osób), podstawowe multimedia z USB (czyli telefon zawsze pod ręką), regulacja wysokości fotela kierowcy... Ale wiecie co? To wystarcza! System ESC działa jak trzeba, czujniki parkowania tylne pozwalają uniknąć spotkania z betonowym słupkiem.
Kto chce więcej – może wybrać wersję ICON albo CROSS i dostaje np. lepsze systemy bezpieczeństwa albo ochronne nakładki na nadkola (przydatne jeśli mieszkasz tam gdzie sarny podchodzą pod blok). Ale dla większości ludzi liczy się taniość eksploatacji i spokój ducha.
Masa własna poniżej półtorej tony – czyli czas wrócić do normalności
Panda waży raptem 1045 kg – pamiętam czasy gdy tyle ważyły auta kompaktowe! Teraz nawet miejskie crossovery potrafią dobijać do półtorej tony przez te wszystkie zbędne gadżety. Tutaj jest prosto: mniej masy = mniej paliwa = mniejsze koszty serwisu = mniej stresu przy parkowaniu między słupkami w galerii handlowej.
Bagażnik skromny — tylko 225 litrów — ale umówmy się: nikt nie wozi tu lodówki ani roweru górskiego dzieciaka z osiedla obok. Po złożeniu tylnej kanapy robi się już prawie dziewięćset litrów przestrzeni — więc zakupy raz w tygodniu spokojnie wejdą.
Czy ten Fiat ma szansę znów stać się królem miasta?
Szczerze mówiąc – wszystko zależy od tego czy Polacy jeszcze chcą jeździć czymś niedużym i tanim zamiast popisywać się leasingowanym SUV-em przed sąsiadami spod dziesiątki B... Według mnie Panda Hybrid to jeden z ostatnich prawdziwych samochodów miejskich dla normalnych ludzi: prosta konstrukcja bez przesady technologicznej, uczciwe spalanie, cena która nie wywołuje palpitacji serca u przeciętnego Kowalskiego.
Zresztą dane mówią same za siebie — spalanie poniżej pięciu litrów według WLTP, pełen bak za mniej niż dwieście złotych przy obecnych cenach paliw... Ktoś powie „mało mocy”. Ja powiem „a po co ci więcej?”. I wiecie co? Taki mały Fiat po prostu robi robotę tam gdzie trzeba — codziennie rano pod blokiem albo pod spożywczakiem na rogu ulicy.