Wiecie, co mnie najbardziej zaskakuje w rosyjskiej motoryzacji? To, jak szybko można zjechać z górki, kiedy ktoś wyciągnie kijek ze szprych. Jeszcze niedawno Rosja była rynkiem, na którym chińskie SUV-y kurzyły się na placach, bo „eldorado” wydawało się nie mieć końca. Dziś ten sam rynek wygląda jak po przejściu walca. I to nie byle jakiego — to jest walec, który nie zostawia nawet nadziei na szybkie odbicie.


46,7% w dół — czy ktoś jeszcze pamięta lepsze czasy?

Październik 2025 roku. Rosyjskie fabryki wypuściły 50 tysięcy aut osobowych. Spadek o 46,7% względem roku wcześniejszego — takie liczby podaje moto.pl i przyznam: dawno nie widziałem równie brutalnych statystyk. Ktoś powie: „to przecież tylko liczby”. Ale za tymi liczbami stoją zamknięte bramy fabryk, zwolnienia i puste place u dilerów.

Jeszcze mocniej po oczach daje spadek sprzedaży nowych samochodów. Według Auto Świat w pierwszych ośmiu miesiącach 2025 roku Rosjanie kupili o 24% mniej aut niż rok wcześniej. A przecież już wtedy było źle! Jakby ktoś systematycznie spuszczał powietrze z opon i patrzył, kiedy auto zatrzyma się na dobre.


Cena nowego auta? 1 450 000 rubli – brzmi dobrze? Nie dla Rosjan

Pamiętam czasy sprzed lutego 2022 roku — kto chciał, ten mógł kupić sobie Largusa albo coś od Renault za „rozsądne” pieniądze. Teraz? Średnia cena nowego samochodu to już 1 450 000 rubli (ponad 68 tysięcy złotych). Wzrost o 55% w trzy i pół roku — tak podaje Auto Świat. I niech mi nikt nie mówi, że to efekt inflacji czy „normalnego rozwoju rynku”. To jest po prostu katastrofa.

Rosjanie mogą co najwyżej pomarzyć o krajowym aucie w normalnej cenie. Znam kilku właścicieli starych Ład i Moskwiczy — dziś te auta mają większą wartość sentymentalną niż rynkową. Ale co mają zrobić ludzie szukający czegoś nowszego? Mają wybór między drogim chińczykiem a jeszcze droższym importem alternatywnym.


Chińska dominacja? Już nie taka pewna

Kiedy zachodnie marki uciekły z Rosji, do gry weszli Chińczycy. W 2024 roku mieli około 60% rynku — dane są jasne (Auto Świat). Wyglądało na to, że zaraz będą monopolistami i będą mogli dyktować ceny jak chcą. Szczerze? Sam myślałem wtedy: „no dobra, przynajmniej będzie tanio”. Ale tanio już było.

Pierwszy kwartał 2025 roku: sprzedaż chińskich aut w Rosji spada o… uwaga… aż 44%. Eksport z Chin do Rosji też leci na łeb: z niemal 1,16 miliona sztuk rocznie do ledwie 99 tysięcy pojazdów kwartalnie (Auto Świat). Te samochody stoją teraz na placach i kurzą się — bo nikogo nie stać na zakup albo ludzie czekają na powrót europejskich marek.

No właśnie — wielu klientów odkłada decyzję o zakupie licząc na cudowny powrót Volkswagena czy Renaulta do salonów w Moskwie albo Petersburgu. Chyba nikt im jeszcze nie powiedział, że mogą się tego nie doczekać…


Części zamienne droższe niż złoto

Jak podaje Autokult.pl ceny części zamiennych poszły ostro w górę – dla Volkswagena aż o 72%, dla Renaulta o jedną trzecią! Škoda? „Tylko” +20%. Czy ktoś naprawdę wierzy jeszcze w tani serwis używanego Passata czy Dustera za Uralem?

Zresztą mechanicy też mają problem – dostępność części fatalna, ceny absurdalne. Miałem okazję rozmawiać ostatnio z jednym warsztatowcem spod Nowosybirska – mówi jasno: coraz więcej klientów rezygnuje z napraw lub szuka zamienników od Chińczyków… które czasem pasują a czasem nie bardzo.


Sytuacja bez wyjścia?

Kiedy patrzę na prognozy sprzedaży nowych aut w Rosji na ten rok (od 1,1 do maksymalnie 1,4 miliona sztuk według Autokult), robi mi się zwyczajnie przykro. To rynek większy od polskiego kilka razy – a wygląda jakby miał zaraz całkiem paść.

Z jednej strony wysokie oprocentowanie kredytów samochodowych zabija marzenia klasy średniej o nowym aucie spod salonu. Z drugiej – alternatywny import to już loteria cenowa i jakościowa.

Czy jest jakieś światełko w tunelu? Moim zdaniem – póki polityka będzie ważniejsza niż zdrowy rozsądek producentów i klientów – nic się tu szybko nie zmieni.