Nie wiem, czy ktoś się tego spodziewał, ale chyba nawet najwięksi fani Toyoty musieli przecierać oczy, kiedy Japończycy ogłosili: koniec z graniem na pół gwizdka. Od 2026 roku Gazoo Racing przestaje być tylko naklejką na sportowych wersjach Corolli czy Supry. Teraz to już nie "Toyota Gazoo Racing", tylko po prostu GR — zupełnie osobna marka. Tak, dobrze czytacie. Toyota oficjalnie robi rozjazd: z jednej strony auta do codziennej jazdy (te z logo Toyoty), a z drugiej wyczynowe zabawki dla tych, którzy wciąż wierzą w magię silników V8 i ryku ponad 500 koni pod maską.


Nowa marka, stare marzenia o V8

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz przejechałem się Land Cruiserem V8. Czuć było ten moment obrotowy jak uderzenie młotem — żadne downsizingowe V6 nie potrafi oddać tej surowej siły. Ale potem przyszły normy emisji spalin i nawet Toyota zaczęła kombinować z turbo-V6 zamiast klasycznego ośmiocylindrowca. Tundra? To samo. Land Cruiser 300? Zapomnijcie o V8, dostajecie diesla albo benzynę na sześciu cylindrach — i to ma być postęp?

Ale najwyraźniej ktoś w Japonii stwierdził: „dość tego kompromisu”. I tak oto GR debiutuje nie tylko jako marka, ale też z nowym flagowym modelem – GR GT napędzanym świeżo opracowanym silnikiem V8. Oficjalna prezentacja już za kilka miesięcy, w grudniu 2025 roku. I wiecie co? Nie zdziwię się, jeśli pierwsza partia wyprzeda się zanim większość ludzi dowie się o istnieniu tego auta.


GR GT – bez Toyoty na masce

To jest dla mnie największy szok całej operacji: nowy flagowiec Gazoo Racing nie będzie miał ani znaczka Toyoty, ani żadnych sentymentalnych odniesień do Corolli czy Supry. Samochód zaprojektowany od A do Z pod nowe logo GR – bez kompromisów stylistycznych i technologicznych narzucanych przez macierzystą markę.

Zresztą sam pomysł utworzenia oddzielnej marki dla sportowych samochodów nie jest nowy – patrzcie na Lexusa (też Toyota) czy AMG od Mercedesa. Ale Japończycy robią to po swojemu: reorganizują cały dział motorsportu tak, żeby jedna część zajmowała się wyścigami prototypów (Le Mans i inne takie cuda), a druga skupiła się na autach drogowych opartych na sportowym DNA. Wreszcie ktoś tam przejrzał na oczy i przestał udawać, że wszystkie sportowe modele mogą być sprzedawane pod tą samą marką co Yaris Hybrid.


Mocny silnik V8 – powrót legendy?

No dobra — przejdźmy do sedna sprawy: ten nowy silnik V8 zapowiedziany przez Toyotę oficjalnie otwiera kolejny rozdział w historii japońskich wyczynówek. Szczegółów technicznych jest jak na lekarstwo (i pewnie jeszcze trochę poczekamy), ale już sama informacja o powrocie do ośmiu cylindrów mówi mi jedno: ktoś tam jeszcze wierzy w prawdziwe samochody.

Powiecie: „Po co komu V8 w czasach elektromobilności?”. No cóż — mnie nikt nie musi przekonywać. Dla wielu klientów taki motor to nie tylko osiągi (które pewnie będą kosmiczne), ale też brzmienie i charakter niedostępne dla czterech turbin kręcących się gdzieś pod maską elektryka.

Swoją drogą ciekawe jest to rozdwojenie jaźni Toyoty — z jednej strony Prius i Yaris Cross dla eko-mieszczuchów; z drugiej nowe GR GT z jednostką V8 dla tych, którzy jeszcze chcą czuć benzynę we krwi. Czyli każdy znajdzie coś dla siebie? Może tak, może nie — zobaczymy jak długo Unia pozwoli im budować takie auta.


Co dalej?

Toyota twierdzi oficjalnie, że wydzielenie GR ma pomóc lepiej odpowiadać na potrzeby fanów motorsportu oraz rozwijać technologie testowane najpierw na torze wyścigowym a potem wdrażane do seryjnej produkcji. Brzmi sensownie — bo kto dziś chce kupić „sportową” wersję zwykłego Yarisa albo Supry robionej wspólnie z BMW? Tu przynajmniej wiadomo o co chodzi: osobny brand = osobny charakter.

Czy to oznacza powrót czasów tłustych muscle carów rodem z USA? Szczerze mówiąc — wątpię. Ale jeśli Japończycy dadzą radę połączyć swoje doświadczenie wyścigowe ze zdrowym podejściem do konstrukcji silników wolnossących albo porządnych turbo-V8 – jestem za tym całym sercem.

I wiecie co? Może już nigdy nie kupię nowego Land Cruisera z V8 pod maską. Ale jeśli GR GT będzie miał chociaż połowę charakteru starego Lexusa IS F albo pierwszego LFA… To daję słowo: odłożę wszystkie oszczędności i stanę pierwszy w kolejce.