Nie wiem, jak Wy, ale ja mam déjà vu za każdym razem, kiedy Volkswagen zapowiada „wielką ofensywę” na chińskim rynku. Słyszę to co sezon – a potem znowu: nowy model, nowa platforma, jeszcze więcej prądu i smartfonowy interfejs. Ale w tym roku, na Auto Shanghai 2025, naprawdę coś się wydarzyło. Niemcy przyjechali z trzema samochodami stworzonymi specjalnie dla Chin. Nie dla Europy, nie dla USA – wyłącznie dla tego jednego rynku. Czuć presję? Oczywiście.


ID. Era: SUV z zasięgiem na papierze

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ID. Era na zdjęciach z autocar.co.uk, musiałem sprawdzić dwa razy – to SUV czy mobilny salon masażu? Wielki kloc, trzy rzędy siedzeń i coś, co Volkswagen nazywa „napędem hybrydowym plug-in”, gdzie silnik spalinowy jest tylko generatorem prądu do baterii. Takie coś już znamy z Hondy – działa to w miarę sensownie, ale czy naprawdę ktoś marzy o SUV-ie na prądzie z doczepionym silnikiem benzynowym w 2025 roku? No chyba że mówimy o Chinach.

Według motor1.com, ID. Era ma przejechać ponad 1000 km „na jednym ładowaniu i tankowaniu”, ale sama bateria wystarcza tylko na 300 km. Resztę załatwia generator i tankowanie paliwa po staremu. Szczerze? Trochę to rozczarowujące, bo liczyłem na czystego elektryka z dużą baterią – a tu kompromis goni kompromis.


ID. Evo: Platforma 800 V i cyfrowe fajerwerki

Zupełnie inna bajka to ID. Evo – średniej wielkości SUV elektryczny na platformie 800 V. Czyli szybkie ładowanie i teoretycznie mniej czasu przy słupkach. To auto celuje w młodszych klientów – widać to po designie (ostre linie, dynamiczny grill… a raczej brak grilla) i po wnętrzu pełnym ekranów oraz cyfrowych gadżetów.

Evo dostał nową architekturę elektroniczną pozwalającą na aktualizacje over-the-air oraz obsługę zaawansowanych systemów cyfrowych. Czyli tak naprawdę wszystko dzieje się przez sieć: mapy, infotainment i jakieś asystenty AI wyskakujące ze środkowego ekranu jak pop-upy w starym Windowsie.

I wiecie co? Pamiętam jeszcze Passata B5 bez ekranu dotykowego — tam wszystko działało zawsze tak samo (czyli działało). Teraz mamy Evo — aktualizacje OTA brzmią super pod warunkiem, że producent nie zepsuje Ci auta softem albo nie zacznie żądać abonamentu za podgrzewanie tyłka.


ID. Aura: Kompaktowy sedan dla fanów smartfonów

No dobrze – zostaje nam ID. Aura, czyli kompaktowy sedan elektryczny oparty na nowej platformie CMP (Compact Main Platform). Według motor1.com, Volkswagen chwali się tu „interfejsem infotainment inspirowanym smartfonami” oraz humanoidalnym asystentem AI do obsługi funkcji pojazdu naturalnym językiem.

Brzmi futurystycznie? Jasne – tylko pytanie brzmi: czy ktoś naprawdę potrzebuje gadającego asystenta w aucie kompaktowym? Znam kilku właścicieli ID.4 i większość korzysta głównie z CarPlay albo Android Auto; reszta systemu raczej irytuje niż pomaga.

Ale trzeba przyznać: design Aurze wyszedł całkiem nieźle — zaokrąglone kształty bez udziwnień (co rzadkość u Volkswagena ostatnio), wnętrze wygląda świeżo i schludnie jak nowe biuro start-upu IT.


Chiński rynek rządzi się swoimi prawami

Wszystkie te trzy modele powstały we współpracy z SAIC, FAW oraz Volkswagen Anhui — o czym producent mówi otwarcie (sprawdźcie materiały prasowe Volkswagena). I nie ma co się dziwić; Chiny są dzisiaj areną walki każdego większego producenta samochodów elektrycznych na świecie.

  • Do końca 2027 roku Volkswagen planuje tam aż 30 nowych modeli — potwierdza motor1.com
  • Z tego aż 20 mają stanowić samochody elektryczne
  • Nikt jeszcze nie podał cennika tych trzech nowości — przynajmniej oficjalnie

Kto by pomyślał pięć lat temu? Dziś Niemcy robią auta od podstaw pod chińskiego klienta – nawet jeśli oznacza to totalny reset swoich dotychczasowych pomysłów na motoryzację.


Pytanie brzmi: czy Europa dostanie chociaż ochłap?

Szczerze mówiąc — patrząc na tempo zmian w Chinach i porównując je z tempem wdrażania nowych modeli w Europie (gdzie każda premiera trwa wieczność), mam mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie zobaczyć Volkswagena próbującego czegoś innego niż kolejny lifting Golfa; z drugiej strony czuję lekki smutek widząc całą tę innowacyjność zamkniętą za chińską granicą celną.

Ale może tak właśnie musi być? Może europejscy klienci dostaną te technologie dopiero wtedy, gdy Chińczykom się znudzą albo kiedy Unia wymusi kolejne normy emisji?

Pewne jest jedno: jeśli chcecie zobaczyć przyszłość Volkswagena — musicie patrzeć dziś nie do Wolfsburga czy Poznania, tylko do Szanghaju.